Popularność haftu i jego terapeutyczna moc

Cześć! Mam na imię Agata i jestem asystentką w zespole Szkoły Haftu. Ostatnio zaangażowałam się w tworzenie treści na bloga i chciałabym podzielić się z Wami pierwszym tekstem. Mam nadzieję, że Wam się spodoba!


Jeszcze kilkadziesiąt lat temu nie do pomyślenia było, żeby kobieta nie potrafiła szyć i haftować. Młode dziewczyny pielęgnowały te umiejętności, przekazywane z pokolenia na pokolenie. Wraz z upływającym czasem jednak świat się zmienił, haft na długie lata trafił do lamusa i stał się „babcinym”, przestarzałym zajęciem. Aż tu wreszcie, nadeszła druga dekada lat dwutysięcznych i haft rozkwitł na nowo. Młode dziewczyny wyciągnęły pochowane głęboko rodzinne zasoby, chwyciły igły w dłoń. Obecnie przeżywamy renesans szeroko pojętego rękodzieła – bo zjawisko to dotyczy nie tylko haftu. Dziś od nowa przeżywamy fascynację tym, co mogą stworzyć nasze dłonie – do łask wracają haft, szydełko czy druty, nie mniejszym powodzeniem cieszą się inne techniki rękodzieła jak makramy czy stosunkowo młode – zatapiane w światłoutwardzalnej żywicy kwiaty czy kolorowe ozdoby i zabawki z filcu.

Przebieg zmian zaczął się wcześniej, jednak trudno oprzeć się wrażeniu, że ostatnie lata bardzo przyspieszyły ten proces. Wiele osób zaczęło poszukiwać dodatkowych zajęć na spędzenie wolnego czasu w domu. Dla wielu to był czas powrotu do lubianych kiedyś zajęć, starych hobby, do rzeczy których nauczyła mama, babcia, albo pojawiły się w życiu na krótko w szkole, za sprawą zajęć praktyczno-technicznych.

źródło: instagram @kasnak.hafty

Ale czy tylko nuda kierowała tymi, którzy zdecydowali się na rozpoczęcie tworzenia rękodzieła? Moim zdaniem nie, a czy mam rację, to zaraz się okaże 🙂

Haft (a myślę, że mogę mówić też w imieniu tych, którzy zajmują się innym rękodziełem) to nie tylko zabijacz nadmiaru czasu. Gdyby tak było, nie szukalibyśmy nowych wrażeń w uczeniu się nowej, niełatwej umiejętności, wystarczyłyby nam w zupełności filmy, seriale, książki, albo nawet gry na smartfonach, które przecież też potrafią wciągnąć na długie godziny. Tymczasem chętnie porzucamy te zajęcia na rzecz tworzenia rękodzieła, które daje wiele korzyści naszej psychice. Chciałabym przedstawić swój punkt widzenia, podzielić się swoim doświadczeniem. Niewykluczone, że ktoś z Was utożsami się z moimi słowami.

Haftem intensywnie zajęłam się końcem 2019 roku. Moja przygoda zaczęła się właściwie niedawno od haftowanych poduszek w róże, ale już mogę stwierdzić, że haft to źródło satysfakcji a cała hafciarska społeczność daje niezwykłe wsparcie. Okazało się bowiem, że haftowanie daje więcej niż tylko ładne przedmioty do podarowania czy sprzedania. Mnie przede wszystkim daje chwilę dla siebie, co przy pracy zdalnej i jednoczesnej opiece nad małym dzieckiem, jest nie do przecenienia. Chwile wieczornego wyciszenia po całym dniu bezustannego odbierania wszelakich bodźców, pozwalają na złapanie oddechu. Nie trzeba było długo czekać, by tamborek w mojej świadomości stał się symbolem odpoczynku. 

Ale to nie wszystko. Wiele osób podkreśla, że rękodzieło daje poczucie sprawczości. W zupełności się z tym zgadzam. Zdarza się w życiu, że nie mamy wpływu na to, co dzieje się dookoła nas, przytłacza nas bezsilność i znużenie. Wtedy poczucie sprawczości dzięki temu, co stworzyły nasze ręce, dosłownie może uratować nas przed czarnymi myślami. 

źródło: instagram @kasnak.hafty

Nie bez znaczenia pozostaje to, że przecież efektami pracy z igłą i tamborkiem można się pochwalić! Trudno nie zauważyć, że od jakichś dwóch lat instagram hafciarski rozrósł się niesamowicie, powiększając się o kilkadziesiąt, jak nie o kilkaset nowych artystek i artystów. Nie tylko zresztą instagram – powstało co najmniej kilka grup na facebooku, a także grupy wsparcia dla uczestników poszczególnych kursów haftu, które zyskały na popularności.

To naprawdę piękne, że jest tu miejsce dla każdego – i mam na myśli nie sam instagram, ale całą hafciarską społeczność, której członków można odnaleźć w internecie na każdym niemal kroku.

Nikt nikomu nie mówi, że jest za stary, za młody, za gruby, za chudy, zbyt melancholijny czy zbyt energiczny. Nie spotkałam się też z krytyką haftów samych w sobie – jako społeczność wspieramy się, zachwycamy nawzajem swoimi dziełami, a także doradzamy i dzielimy doświadczeniami. Przynależność do grupy to też ogromny czynnik, który pomaga nam przetrwać izolację i poczucie samotności. Wystarczy zajrzeć w każdy poniedziałek do grupy „Pogaduszki Szkoły Haftu”, gdzie odliczamy czas do naszych spotkań live – to właśnie one są współczesną wersją babcinych spotkań przy tamborku.

Okazuje się, że haft i rękodzieło mają też działanie terapeutyczne. Wielokrotnie słyszałam wypowiedzi, że haft dosłownie „uratował komuś głowę” w ciężkich czasach.

Trudności mogą pojawić się zawsze, spadek formy, słabszy nastrój, poczucie bezsilności, alienacja, samotność czy przebodźcowanie równoważą chwile przy tamborku i przynależność do hafciarskiej społeczności. Nasze babcie spotykały się wieczorami w domach, rękodzielnicze społeczności zawsze pomagały i nadal pomagają w przezwyciężeniu codzienności.



Agata – asystentka z zawodu i hafciarka z zamiłowania. Haftuje co prawda dopiero od 2019 roku, ale wcale nie zamierza przestać! Ze Szkołą Haftu związana od 2020 roku, kiedy rozpoczęła naukę, a od 2021 dołączyła do zespołu SH jako zdalna asystentka. Współtwórczyni cyklu Regionalny Czwartek oraz właścicielka instagramowego profilu kasnak.hafty.

Dodaj komentarz

Chcesz być na bieżąco z blogiem,
a także otrzymywać inspiracje ze świata haftu na Twoją skrzynkę mailową?
Zapisz się na newsletter Szkoły Haftu:

Dołączając do newslettera, zapisujesz się do listy mailowej Szkoły Haftu. Od czasu do czasu będę wysyłać Ci wartościowe informacje ze świata haftu. Możesz wypisać się w każdej chwili.